Jak sklepy internetowe mogą wykorzystać modę na Pokemon GO?
Marta Siekierska

Ulice i place zapełnione ludźmi łapiącymi coś na ekranach smartfonów? To jeden z efektów, jaki wywołała gra Pokemon GO, która od kilku dni podbija świat. Na graczach zarobić mogą również właściciele sklepów internetowych

Na dziś warunek jest tylko jeden – oprócz prowadzenia handlu online, muszą dysponować również stacjonarnymi punktami sprzedaży. A najlepiej ich siecią. Popularność kolejnej mody na Pokemony na razie najlepiej mogą wykorzystać ci sprzedawcy, którzy budują swą strategię w oparciu o działania wielokanałowe – omnichannel (czyli sprzedaż prowadzona z pomocą różnych, zintegrowanych ze sobą kanałów – także kanału offline'owego).

Pokemon GO – o co chodzi?

To prawdopodobnie pierwsza popularna gra na smartfony, która zmusza ludzi do poruszania się po świecie realnym. Gracze przemieszczając się po mieście, równocześnie poruszają się w wirtualnej krainie, gdzie spotykają na swojej drodze pokemony. Mogą je łapać – jedną z myśli przewodnich gry jest złapanie wszystkich stworków – trenować je lub walczyć przy ich pomocy z innymi graczami.

Pokemon GO już wczoraj stała się oficjalnie największą grą mobilną w Stanach Zjednoczonych – z wynikiem 21 mln aktywnych użytkowników dziennie przebiła słynną Cand Crush Saga z 2013 roku. W USA aplikacja jest już popularniejsza niż Twitter, a mobilni użytkownicy spędzają na graniu więcej czasu niż na Facebooku.

Jak wykorzystać Pokemon GO w eBiznesie?

Możliwości jest kilka. Wynikają one ze specyfiki gry, która wymusza na użytkownikach odwiedzanie określonych lokalizacji – tych, w których znajdują się Gymy (miejsca, w których trenuje się pokemony lub walczy z innymi graczami) oraz Pokestopy (można w nich nabywać dodatkowe przedmioty – przede wszystkim Pokeballe, przy pomocy których łapie się stworki). Jeżeli lokalizacja Twojego biznesu jest akurat jednym z nich, nie musisz robić nic, żeby zachęcić pokemaniaków do odwiedzenia go. Sami to zrobią. Twoim zadaniem będzie jedynie marketingowe wykorzystanie lokalizacji – przysposobienie sklepu pokemonowymi gadżetami, pokemonowa komunikacja w mediach społecznościowych czy stworzenie promocji dla fanów aplikacji.

Klientów możesz jednak zwabić – dosłownie – także wtedy, gdy lokalizacja Twojej firmy nie jest Gymem ani Pokestopem. Wystarczy, że wykupisz za pomocą Pokecoinsów (waluty stosowanej w grze) przedmiot Lure, który pełni funkcję pokemonowego wabika – zwiększa szanse na pojawienie się pokemonów w danym obszarze. Gracze wykorzystują go do wabienia stworków, Ty możesz go wykorzystać do wabienia graczy do swego sklepu.

PRZECZYTAJ TEŻ: Jak mobilni Polacy wypadają na tle mobilnych Europejczyków

Jeżeli nie masz Gymu i nie uśmiecha Ci się inwestowanie w Pokecoinsy, zawsze może się okazać, że w okolicy Twojego sklepu pojawiają się rzadkie pokemony. Wówczas będziesz musiał jedynie poinformować o tym pokemaniaków, a z pewnością zajrzą w ten rejon (social media? Plakat na szybie?).

Jak Nintendo i Niantic chcą zarabiać na pokemonach?

Wiele wskazuje na to, że twórcy gry – Nintendo i Niantic – przewidzieli, że nowa aplikacja stanie się hitem. I że wiele firm będzie chciało wykorzystać ich popularność. John Hanke, prezes firmy Niantic, poinformował w rozmowie z dziennikiem „Financial Times”, że twórcy gry planują wprowadzić sponsorowane lokalizacje. Mechanizm reklam sponsorowanych będzie działał podobnie do modelu reklamowego, który stosuje Google – reklamodawcy będą płacić za wizyty (w Google płaci się za kliknięcia). Trudno się temu dziwić – Niantic to firma, która w zeszłym roku została wydzielona ze struktur Alphabetu (technologicznego holdingu, którego jedną ze spółek jest Google).

Niezależnie od tego, czy ten model się przyjmie (choć widząc pokemonowy szał, trudno prognozować, by było inaczej), twórcy gry już teraz mogą odtrąbić sukces. W ciągu niespełna tygodnia akcje Nintendo zdrożały o ponad 50 proc. Kapitalizacja japońskiego giganta wynosi już ponad 30 mld dolarów. Ponad 10 mld dolarów dodatkowej jest zasługą kolorowych stworków, które próbuje dopaść cały świat.

ZOBACZ TAKŻE: eCommerce to emocje i komunikacja. Bez nich przegrasz [WYWIAD]

Fotografia otwarciowa: YouTube