Klucz do sukcesu: JD.com, czyli pomiędzy Amazonem i Alibabą
Marta Siekierska

Do stworzenia firmy internetowej zmusiła Richarda Liu epidemia SARS, która zahamowała rozwój wielu stacjonarnych chińskich biznesów. Ale jeden z największych eSklepów świata powstał dzięki odwadze i dobrym decyzjom

Mniej więcej dwie dekady. Tyle czasu potrzeba, aby stworzyć wielką firmę działającą na rynku eCommerce. Tyle czasu potrzebował Jeff Bezos, by założoną w 1994 roku księgarnię internetową przekształcić w Amazona, jedną z najbardziej innowacyjnych firm świata. Tyle czasu potrzebował też Jack Ma, aby z powstałej w 1999 roku Alibaby uczynić największą platformę handlową świata, za pośrednictwem której rocznie sprzedaje się produkty o wartości ponad 3 bilionów juanów (około 500 mld dolarów). Tyle czasu potrzebował również Richard Liu, aby założony w 1998 roku sklep stacjonarny z elektroniką zamienić w JD.com – jeden z największych eSklepów na świecie.

Nie słyszeliście wcześniej o JD.com? To poznajcie jego historię.

Klucz do sukcesu: ogromny rynek i dobry timing

JD.com najczęściej przedstawia się jako młodszego i uboższego brata Alibaby. Ze stworzonym przez Jacka Ma gigantem łączy go to, że pochodzi z Chin, również działa w branży eCommerce i handluje produktami na gigantyczną skalę. Ale już ze względu na swój model biznesowy zdecydowanie bardziej przypomina Amazona.

ZOBACZ: Klucz do sukcesu: Zalando, jak rozkochało w zakupach miliony Europejczyków

Podczas gdy Alibaba jest przede wszystkim platformą handlową, gigantycznym internetowym bazarem, na którym handlują rozmaite firmy sprzedające swoje produkty w sieci, JD.com funkcjonuje jak wielki sklep internetowy, który prowadzi sprzedaż bezpośrednią. Dysponuje potężnym zapleczem logistycznym, kilkoma tysiącami punktów odbioru przesyłek i ponad 200 magazynami, z których każdego roku wyjeżdżają towary trafiające do blisko 200 mln ludzi. Dlatego też zatrudnia już aż 95 tys. osób – ponad dwa razy więcej niż Alibaba (46 tys.).

Firma Richarda Liu startowała jako skromny stacjonarny sklep z elektroniką, który specjalizował się w produktach magnetooptycznych. Dziś sprzedaje praktycznie wszystko (podobnie jak Amazon) – wśród oferowanych przez nią kategorii produktowych można znaleźć elektronikę, odzież, FMCG, świeżą żywność czy sprzęt gospodarstwa domowego. Firma chwali się, że aż 85 proc. swoich produktów dostarcza w dniu zamówienia (same day delivery) albo następnego dnia.

O sukcesie spółki zadecydowało kilka czynników. Po pierwsze: Richard Liu w idealnym momencie postawił na eCommerce. Zrobił to w 2003 roku, kiedy handel internetowy w Chinach zaczynał dynamicznie rosnąć (i zapewne jeszcze przez lata będzie rósł). Po drugie: skupił się na gigantycznym lokalnym rynku i potrzebach chińskich konsumentów, co – jak się okazało – wystarczyło mu do zbudowania wielomiliardowego biznesu. Plany ekspansji zaczął roztaczać dopiero w 2012 roku, kiedy to uruchomił angielską wersję strony, która umożliwia obsługę zagranicznych zamówień. A po trzecie: Chiny są wciąż niedostępnym rynkiem dla wielu gigantów internetowych. Drogi do serc chińskich konsumentów (i lokalnych regulatorów) nie odnalazły jeszcze takie firmy jak Google, Facebook, Uber czy Amazon.

PRZECZYTAJ: [mCommerce] Co wiemy o zwyczajach mobilnych konsumentów?

Niedoszły restaurator, któremu pomógł... SARS

Przygoda z biznesem Richarda Liu (znanego także jako Liu Qiangdong) nie zaczęła się od JD.com ani żadnej innej firmy internetowej, lecz od restauracji. Założył już w 1994 roku na terenie Renmin University w Pekinie. Liu, który wówczas studiował socjologię, a po godzinach uczył się programowania, poniósł jednak porażkę. Jego pierwsza firma wytrwała na rynku zaledwie kilka miesięcy. Został mu po niej jedynie dług.

Cztery lata później – już jako absolwent Renmin University z korporacyjnym doświadczeniem (pracował w spółce Japan Life) – spróbował ponownie swoich sił w biznesie. Tym razem założył spółkę Jingdon Century Trading – klasyczny sklep stacjonarny z elektroniką konsumencką.

Przez kilka lat radził sobie bardzo dobrze, osiągając nawet ponad 10 mln juanów (ok. 1,5 mln dolarów) rocznego przychodu. Zbudowana przez niego sieć składała się z kilkunastu sklepów. Ale kiedy w 2003 roku wybuchła epidemia SARS, zabijając ponad 300 osób i przepędzającej z ulic miliony potencjalnych klientów, w chińską branżę handlową uderzył kryzys. Wielu tradycyjnych sprzedawców musiało zamknąć swoje firmy, inni postanowili otworzyć oddziały w internecie. Richard Liu w obliczu kryzysu postąpił jeszcze inaczej – postanowił uruchomić JD.com (co ostatecznie zrobił w 2004 roku) i całą swoją działalność przetransferować do sieci. Ostatni sklep stacjonarny zamknął w 2005 roku.

W połowie poprzedniej dekady Liu mógł mieć wrażenie, że cofnął się do przeszłości – do czasów, kiedy zaledwie kilka miesięcy po uruchomieniu upadł jego biznes restauracyjny. W 2005 roku sprzedaż jego w pełni internetowej firmy zmalała o ponad połowę. Jednak po latach okazało się, że to był jedyny moment, kiedy JD.com mógł czuć się zagrożony. Biznes błyskawicznie zaczęła rosnąć w sieci. W efekcie w latach 2004-2009, czyli w najtrudniejszym okresie dla JD.com (najpierw firma przeszła trudny zwrot kierunku, wymuszony panującą epidemią, a potem wybuchł globalny kryzys finansowy), spółka osiągnęła średni roczny wzrost na poziomie 300 proc. A potem było już tylko lepiej.

ZOBACZ TEŻ: Młodzi, niedoświadczeni? Niekoniecznie. Kto w Polsce zakłada startupy i co z tego ma? [WYWIAD]

Giełdowy gigant

Dziś JD.com zalicza się do największych spółek internetowych na świecie. Firma, podobnie jak Alibaba, notowana jest na nowojorskiej giełdzie. Jej wycena wynosi 38 mld dolarów – wyraźnie mniej niż kapitalizacja Amazona i Alibaba, ale więcej niż np. wartość należącej do Elona Muska Tesli Motors (30,5 mld dol.). W 2015 roku chiński gigant osiągnął 181,3 mld juanów przychodu (ok. 28 mld dol.) – o 58 proc. więcej niż rok wcześniej. Firma zanotowała 131,3 mln dol. straty netto, ale nie jest to zaskoczeniem dla jej inwestorów – warto pamiętać, że spółka działa w modelu podobnym do Amazona. A ten dopiero od kilkunastu miesięcy znajduje się nad kreską.

Sukces JD.com okazał się również wielkim sukcesem finansowym założyciela spółki. W 2016 roku Richard Liu z majątkiem wycenianym na 6,3 mld dolarów znalazł się na 184. miejscu listy najbogatszych ludzi świata magazynu „Forbes”. Tylko dziewięciu Chińczyków dysponowało większą fortuną od niego – m.in. nieruchomościowy magnat Wang Jianlin (28,7 mld dol.), Jack Ma (20,5 mld dol.) czy Ma Huateng (znany również jako Pony Ma), założyciel Tencentu (16,6 mld dol.).

Co teraz czeka JD.com? Wydaje się mało prawdopodobne, żeby spółka mogła stać się potężniejsza od Alibaby albo Amazona, które nieustannie rosną. Ale jeszcze mniej prawdopodobne wydaje się to, że zostanie przez starszych i większych kolegów stłamszona. Zwłaszcza że JD.com chętnie korzysta z możliwości, jakie stwarza mu rynek. A ten bardzo wyraźnie ceni to, co Richardowi Liu udało się zbudować. Najpierw pokazał to Tencent, chiński gigant nowych mediów (wyceniany na ponad 250 mld dolarów), który w 2014 roku kupił 15 proc. udziałów w spółce, a następnie Wal-Mart – potentat handlowy, który zatrudnia ponad 2 mln osób, przejął niedawno 5 proc. akcji firmy.

Dla JD.com obie transakcje były nie tylko zastrzykiem finansowym, ale również szansą na nawiązanie współpracy z największymi firmami na świecie, wzmocnienie swoich możliwości marketingowych i poszerzenie oferty produktowej. Richard Liu uzbroił się zatem z dodatkowe argumenty, które może wykorzystać w walce z globalnymi liderami.

PRZECZYTAJ TERAZ: Klucz do sukcesu: Warby Parker, czyli okulary dla każdego

Fotografia otwarciowa: zrzut ekranu ze strony JD.com