Podatek handlowy i zakaz handlu w niedziele: co pomoże, co zaszkodzi branży eCommerce?
Marta Siekierska

Po kilku tygodniach obowiązywania tzw. podatek handlowy został zawieszony do 1 stycznia 2018 r. To daje Komisji Europejskiej czas na dokładną analizę pomysłu rządu, a branży eCommerce – na zastanowienie się, jak nowa danina może wpłynąć na jej sytuację

„Pomoc małym i średnim sklepom oraz zapewnienie dodatkowych wpływów do budżetu państwa” – takie cele przyświecały autorom projektu ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej. Po wielu miesiącach ustaleń i negocjacji – często gwałtownych – zapadła decyzja polityczna, aby nowa danina nie zależała od rozmiaru sklepu czy miejsca prowadzenia działalności, lecz od obrotów osiąganych przez podmioty handlowe. Wprowadzono dwie stawki podatkowe – 0,8 proc. od przychodu w wysokości 17-170 mln złotych miesięcznie i 1,4 proc. dla przychodów powyżej 170 mln zł.

Co istotne – a z perspektywy branży eCommerce najistotniejsze – nowe obciążenia miały nie dotyczyć podmiotów zajmujących się handlem elektronicznym.

Resort finansów szacował, że dzięki handlowej daninie budżet państwa zasilą 473 mln złotych do końca 2016 roku i 1,9 mld zł w 2017 r. Jednak dziś te szacunki są już nieaktualne, ponieważ po interwencji Komisji Europejskiej rząd zawiesił podatek. KE nie kwestionuje prawa Polski do decydowania o opodatkowaniu i jego celach, ale zaznacza, że system podatkowy musi być zgodny z prawem unijnym i z zasadami pomocy państwa. W tym wypadku obawia się, czy proponowana danina nie zafunduje przedsiębiorstwom o niskich przychodach niedozwolonej przewagi konkurencyjnej.

W efekcie do wejścia w życie podatku handlowego prawdopodobnie został ponad rok. To czas, który warto poświęcić na zastanowienie się, jak nowa danina odciśnie się na kondycji branży eCommerce. Rozważmy zatem możliwe scenariusze.

Kto się „załapie”?

Podatek handlowy może się okazać przede wszystkim prztyczkiem w nos dla firm największych w polskim handlu, ale też nie wszystkich. Eksperci Konfederacji Lewiatan wyliczyli bowiem, że nowe stawki podatkowe obejmą zaledwie 200 spośród 288,6 tys. spółek prowadzących sprzedaż detaliczną w Polsce. To dlatego, że wiele obecnych w Polsce sieci handlowych działa pod postacią mniejszych firm, które nie „łapią się” nawet pod niższy próg podatkowy określony w ustawie. Jako przykład może tu posłużyć niemiecki gigant handlowy Metro Group i jego dwie potężne sieci RTV/AGD – Media Mark i Saturn. Obie funkcjonują na rynku jako kilkadziesiąt spółek komandytowych, z oddzielnym Numerem Identyfikacji Podatkowej.

PRZECZYTAJ TEŻ: Klucz do sukcesu: JD.com, czyli pomiędzy Amazonem i Alibabą

Podobną formę prowadzenia działalności w Polsce wybrało przed laty wiele zagranicznych sieci handlowych. Czy teraz w ich ślady pójdą kolejne? – Myślę, że nie da się wykluczyć takiej możliwości. Z pewnością za modyfikacją sposobu funkcjonowania sieci nie może stać jedynie argument optymalizacji podatkowej. Trzeba bowiem pamiętać, że obowiązuje już klauzula przeciwko celowemu unikaniu opodatkowania. Dlatego za zmianą modelu funkcjonowania sieci muszą stać również inne argumenty biznesowe – mówi mecenas Witold Chomiczewski, pełnomocnik Izby Gospodarki Elektronicznej ds. Legislacji (Lubasz i Wspólnicy – Kancelaria Radców Prawnych).

Najwięksi czmychną do sieci?

Nowym podatkiem objęci zostaną najwięksi, którzy nie ulegli (i nie ulegną) podatkowemu „rozdrobnieniu” na wiele samodzielnych spółek. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji szacuje, że aż 80 proc. podatku przypadnie na dziesięć zagranicznych sieci handlowych.

Jednym z możliwych skutków jest więc przyspieszenie internetowego debiutu gigantów – przede wszystkim tych z rynku FMCG, czyli Biedronki, Lidla czy Netto. Zwłaszcza, że część ich rywali (m.in. Tesco czy Fresh Market) jest już obecna w sieci, a dynamika internetowej sprzedaży żywności będzie przyspieszać. Jak prognozuje firma badawcza PMR, tylko w ubiegłym roku wzrost wyniósł 20 proc., do końca tego roku ma to już być 30 proc.

– Można powiedzieć, że w komfortowej sytuacji są teraz sieci, które oprócz sprzedaży stacjonarnej funkcjonują również w kanale internetowym. Przede wszystkim, są już zakorzenione w świadomości klientów, a poza tym posiadają doświadczenie w internetowej sprzedaży produktów kategorii FMCG. Te czynniki stawiają je na pozycji rynkowych liderów. Będą wyznaczać trendy w prowadzeniu polityki sprzedażowej i cenowej dla innych uczestników rynku, którzy dopiero szykują się do wejścia z ofertą na rynek eCommerce – ocenia Jakub Kot, prezes Dealavo, spółki dostarczającej firmom narzędzia do tzw. smart-pricingu, czyli kształtowania polityki cenowej.

PRZECZYTAJ TEŻ: Plany Poczty Polskiej dla branży eCommerce [WYWIAD]

Mecenas Witold Chomiczewski zauważa jednak, że na razie – do czasu decyzji Komisji Europejskiej – branża handlowa skazana jest na niepewność. Nie wiadomo bowiem, jaki ostatecznie kształt przyjmie ustawa i jak silnie będzie ona ingerować w dotychczasowe funkcjonowanie sklepów stacjonarnych. Wątpi też, by optymalizacja podatkowa była wystarczającym motywatorem do postawienia na kanał internetowy.

A co, jeśli w sieci zrobi się tłok?

Przyjmijmy, że podatek handlowy – niezależnie od swojego ostatecznego kształtu – przyczyni się do migracji sklepów stacjonarnych do internetu. Wówczas tempo rozwoju polskiego rynku eCommerce może jeszcze wzrosnąć. Polska już teraz zalicza się do najdynamiczniej rozwijających się rynków w Europie. Firma Sociomantic Labs szacuje, że rodzimy rynek eCommerce wart jest 36 mld złotych, a do 2020 roku jego wartość może wzrosnąć nawet do 60 mld zł. Podatek handlowy mógłby zwiększyć tempo rozwoju sektora i jego wartość.

 Drugą stroną medalu będzie wzrost konkurencji wśród samych sklepów internetowych, choć ona i tak już jest bardzo duża. Sklepy muszą konkurować nie tylko z innymi polskimi eSklepami, ale także z zagranicznymi – mówi mec. Chomiczewski. Dla firmy nieobytej w cyfrowych realiach internet może okazać się szczególnie wymagającym środowiskiem. W sektorze eCommerce trwa dzisiaj zażarta, nieustanna walka o klienta.

Na zakazie handlu w niedziele eSklepy mogą stracić...

Handlowa niepewność jest tym większa, że nad sklepami – i stacjonarnymi, i internetowymi – wisi widmo jeszcze jednej znaczącej zmiany prawnej. Chodzi o zakaz handlu w niedziele, którym mogłyby zostać objęte również sklepy internetowe. Obywatelski projektu ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele, wigilię Bożego Narodzenia i Wielką Sobotę wpłynął do Sejmu 22 września.

Stanowisko Izby Gospodarki Elektronicznej, która zrzesza ponad 130 podmiotów sprzedających w internecie, jest w tej kwestii jednoznaczne. – Handel elektroniczny nie zna granic. Oznacza to, że polskie sklepy konkurują także ze sklepami zagranicznymi. Jeżeli strony polskich sklepów będą całkowicie wyłączone w niedziele, a taka interpretacja projektowanych przepisów jest możliwa, to konsumenci będą mieli alternatywę w postaci zagranicznych sklepów internetowych kierujących swą działalność także na Polskę – mówi mec. Witold Chomiczewski. – Dla zachowania konkurencyjności realny stanie się transfer naszych eSklepów poza Polskę, by móc prowadzić handel w niedziele. Dodatkowo, mówimy o rynku cechującym się wysoką konkurencją. Jeżeli zatem jeden polski sklep przeniesie swoją działalność, to inne też zaczną o tym poważnie myśleć, by nie pozwolić innemu uczestnikowi rynku na zbudowanie przewagi biznesowej – dodaje.

… lub zyskać

Zupełnie inaczej mogłaby wyglądać sytuacja, gdyby sklepy internetowe zostały wyłączone spod zakazu handlu w niedziele. Wówczas, jak przekonuje w swoim komentarzu Giulio Montemagno, wiceprezes RetailMeNot, platformy z kuponami, promocjami cashback i zniżkami, część klientów mogłaby tradycyjne niedzielne zakupy zacząć realizować w sieci. Nawet jeśli nie byłaby to wielka grupa, ich przejście do internetu powinno być odczuwalne dla eSklepów – niedziela to bowiem najważniejszy dzień handlowy. Serwis RetailMeNot.de odnotowuje wtedy 20 proc. zamówień w skali tygodnia, czyli o 6-8 punktów procentowych więcej niż w każdy z pozostałych dni.

– Wiele wskazuje na to, że zakaz handlu w niedziele dla sklepów stacjonarnych zdecydowanie zwiększy obroty handlu w sieci. Sklepy online są przecież dostępne przez 7 dni w tygodniu, przez 24 godziny, także w dni wolne i świąteczne. Klienci mają dzięki temu możliwość zrobienia zakupów w dowolnym, wybranym przez siebie czasie. Handlowcy mogą sprzedawać swoje towary również w niedziele, nie musząc być przy tym osobiście obecni w sklepie – pisze Giulio Montemagno.

Niedawno na blogu PayU udowodniliśmy, że i tak większość zamówień składanych w weekend kompletowane jest i wysyłane w poniedziałkowy poranek >>

Wygląda więc na to, że w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy kondycja rodzimego rynku eCommerce będzie w dużym stopniu zależeć nie od zmian technologicznych i tempa cyfryzacji, lecz od decyzji politycznych. Dopóki one nie zapadną, dopóty sprzedawcy internetowi będą żyć w niepewności.

ZOBACZ TERAZ: Czy eSklepom opłacają się programy lojalnościowe?

Fotografia otwarciowa: CC by Tarix786/Pixabay