Coolomaty mogą rozkręcić spożywczy e-handel
Magdalena Parys

Po paczkomatach przyszedł czas na coolomaty. Miejskie lodówki służące do przechowywania e-zakupów spożywczych błyskawicznie rozprzestrzeniają się w Warszawie. Tylko czy pomysł chwyci też poza stolicą?

Robisz zakupy w sklepie online. Kompletujesz wszystkie składniki do zrobienia – przykładowo - obiadu – i wskazujesz, z którego coolomatu chcesz je odebrać (i o której godzinie). Następnie sklep, w którym zrobiłeś zakupy, dostarcza zamówienie do wybranej lodówki (składają się z co najmniej 35 skrytek, z których 21 umożliwia przechowywanie towarów w temperaturze regulowanej do -20°C) i umieszcza artykuły w schowkach. Gdy wszystko jest już gotowe do odbioru, dostajesz powiadomienie esemesem, a na Twoją skrzynkę mailową spływa kod dostępu do schowka. Jedyne, co musisz zrobić, to podjechać do coolomatu, wpisać kod i odebrać zakupy.

Dla tych, którzy korzystali wcześniej z paczkomatów InPostu, ogólnopolskiej sieci urządzeń do odbioru i nadawania przesyłek, to żadna nowość. Coolomaty działają na bardzo podobnych zasadach. Miejskie lodówki stawiane są w lokalizacjach wygodnych dla osób podróżujących z pracy do domu (stacje benzynowe, duże osiedla, drogi wylotowe z miast). W założeniu mają być odpowiedzią na potrzeby osób zapracowanych, nie mających czasu jeździć do marketów, ceniących sobie wygodę  i chętnie robiących zakupy online (szczególnie spożywcze). I wygląda na to, że tę rolę spełniają.

Zaczęło się od Warszawy

Marcin Warzocha, pomysłodawca coolomatów i prezes spółki Coolomat, wdrożył swój pomysł w listopadzie 2015 roku. Wtedy pięć pierwszych miejskich lodówek, nazywanych także spożywczymi paczkomatami, stanęło w Warszawie. Przez pierwsze kilkanaście miesięcy korzystali z nich klienci Alma24.pl, pierwszego partnera firmy. Ale z czasem sieć zaczęła się rozszerzać.

Dziś w stolicy stoi już 25 takich urządzeń. Wkrótce ma ich być nawet kilkadziesiąt. Ale co istotniejsze, do coolomatów przekonało się już kilku dużych graczy handlu spożywczego: Carrefour, Auchan, Piotr i Paweł czy Frisco (listę partnerów firmy uzupełniają Rano Zebrano oraz FitEat).

Rosnące grono klientów spółki pokazuje, że polski biznes uwierzył w potencjał i funkcjonalność miejskich lodówek. Dlatego właściciele firmy planują spróbować swoich sił poza Warszawą. Coolomat planuje ekspansję do innych dużych miast i aglomeracji w Polsce, m.in. do Trójmiasta, Krakowa, Łodzi, Wrocławia, Poznania oraz na Górny Śląsk.

Patent na e-grocery?

Coolomaty na pewno mogą wspomóc rozwój polskiego rynku zakupów spożywczych w sieci – obiecującego, ale wciąż maleńkiego. Szacuje się, że rynek e-grocery nad Wisłą odpowiada tylko za 0,4-1 proc. całego rynku FMCG, wartego około 250 mld złotych. Dla porównania – w Wielkiej Brytanii jest to ok. 7 procent.

– Rynek spożywczy w internecie jest zupełnie niezagospodarowany. Oczywiście są gracze formatu Tesco, E'Leclerc czy Frisco, ale jest też mnóstwo firm, które nie robią nic, żeby zaistnieć w e-commerce – mówił niedawno w rozmowie z PayU Zbigniew Płuciennik, twórca Szopi.pl, czyli spółki świadczącej usługę szybkiego dowozu zakupów spożywczych.

Pojawianie się na rynku takich firm, jak Szopi.pl, czy stworzonych przez Marcin Warzochę coolomatów może to zmienić.