Wybór kraju

Wybór kraju

Zwiększ sprzedaż, łącząc online z offline

19 Lip 2017   Aktualizacja: 19 Lip 2017

Marta Siekierska

Z usługi click&collect korzysta dopiero połowa dużych sieci handlowych w Polsce. Mimo, że jest to jeden z najprostszych sposobów, by znacznie zwiększyć przychody ze sprzedaży.

„Kup w internecie, odbierz w sklepie”. Tak najprościej można opisać usługę click&collect. W erze galopującego rozwoju nowych technologii trudno nazwać ją innowacją, raczej stosunkowo prostym udogodnieniem dla klientów, którzy coraz chętniej dryfują pomiędzy światami online'u i offline'u. Co ważne – potencjalnie bardzo dochodowym.

Eksperci stowarzyszenia International Council of Shopping Centres szacują, że ponad 20 proc. konsumentów, którzy wybierają taką formę zakupu i odbioru produktów, kupuje więcej niż gdyby czekali na przesyłkę w domu, albo kupowali w sklepie. W Wielkiej Brytanii w latach 2012-2014 przychody z click&collect podwoiły się i osiągnęły 8,7 miliarda dolarów – to efekt 140 milionów internetowych zamówień, które zostały odebrane w tradycyjnych punktach.

ZOBACZ: Multi Currency Pricing, czyli e-zakupy w dowolnej walucie

Jak to wygląda w Polsce? Sprawdziła to firma Knight Frank. Przyjrzała się 120 markom z dużą siecią placówek w centrach handlowych. Chciała ocenić, czy są przygotowane do połączenia zakupów online i offline, czyli realizacji strategii omnichannel – według ekspertów jednego z najważniejszych trendów w globalnym handlu. Wnioski? Okazało się, że na razie tylko 50 proc. dużych sieci handlowych stosuje usługę click&collect.

Multimedia online, żywność – tradycyjne

Zdecydowanie najlepiej przygotowane do zmian zachodzących w konsumenckim świecie są sieci handlowe działające w sektorze multimediów. Wszystkie przebadane marki w tej branży oferowały usługę clik&collect. Dobrze wypadają także: branże elektroniczna (85 proc.) i DIY (80 proc.). Coraz lepiej mają się również podmioty gastronomiczne: duże sieci, takie jak Pizza Hut, Domino’s Pizza, KFC, McDonald’s czy Starbucks, wprowadzają aplikacje pozwalające na składanie zamówienia w drodze do lokalu.

Zdecydowanie najgorzej wypadły supermarkety, choć usprawiedliwia je nieco specyfika biznesu (sprzedaż świeżej żywności). Zakupy spożywcze pozostają zresztą piętą achillesową branży e-commerce. Wciąż wolimy robić je w tradycyjny sposób. Żaden z wielkich graczy tego sektora – włącznie z Amazonem, Walmartem i Alibabą – nie znalazł jeszcze dobrego sposobu, jak przekonać klientów do stałych zakupów żywności online.

O wyzwaniach związanych z robieniem e-zakupów spożywczych dowiesz się z wywiadu z Wojciechem Grześkowiakiem z firmy Saving Cloud.

Spory problem ma również branża modowa. Z badania Knight Frank wynika, że w tym sektorze tylko 46 proc. marek oferowało usługę clik&collect, a jedynie 36 proc. skutecznie do niej zachęcało. To o tyle zaskakujące, że firmy odzieżowe z reguły mają kilkudniowe terminy dostawy i najczęściej są one bezpłatne tylko od pewnego pułapu. Umożliwienie klientom zamówienia towaru przez internet, a następnie odbioru go w punkcie stacjonarnym byłoby zatem sporym ułatwieniem, które mogłoby wprost przełożyć się na poprawę wyników finansowych.

Nowość: Click&try

Podczas gdy click&collect wciąż jest w Polsce mało wykorzystywaną nowinką, do centrum handlowego Posnania w Poznaniu dotarła już nowa usługa pomagająca łączyć sprzedaż internetową ze stacjonarną – click&try. Polega na tym, że przesyłka zostaje dostarczona z dowolnego e-sklepu do galerii handlowej, a tam klient może przetestować zamówiony produkt w specjalnie do tego przeznaczonym pomieszczeniu. Jeżeli zadecyduje, że nie spełnia on jego oczekiwań albo nie odpowiada opisowi ze strony, może go zwrócić za pośrednictwem obsługi centrum handlowego.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak zachęcić klienta do dokończenia transakcji w e-sklepie?

Fotografia otwarciowa: CC by Dave Dugdale/Flickr